Jeśli mnie pamięć nie myli, rok temu mniej więcej o tej
samej porze zetknęłam się po raz pierwszy z twórczością Anny J. Szepielak,
jednak dopiero teraz w moje ręce wpadł jej literacki debiut. Został wydany
kilka lat temu pod innym tytułem. O czym jest Francuskie zlecenie.
Główną bohaterką jest Ewa, fotograficzka (czy wam też
zgrzytają zęby, gdy słyszycie to słowo?). Szef jej nie docenia. Pewnego dnia
przed kobietą staje życiowa szansa. Dostaje zaproszenie do Francji, gdzie ma
wykonać zdjęcia dla Elizy, dziedziczki rodzinnego majątku. Na miejscu poznaje
niezwykłą rodzinę. Nestorka rodu, Konstancja, jest przeciwna zmianom, jakie
wprowadza młode pokolenie. jest wierna tradycji przodków i od potomków oczekuje
tego samego. Ewa odkrywa także bolesną tajemnicę, którą skrywa starsza pani. Co
kryje się w murach posiadłości? Jak wyjazd do Francji zmieni życie głównej
bohaterki?
Jestem ciekawa, jak wyglądała poprzednia wersja tej
historii. Nie miałam okazji, by się z nią zapoznać, więc nie wiem, jakie zmiany
wprowadziła autorka. Powieść czytało się bardzo szybko. Bohaterowie budzą
pozytywne uczucia, choć nie wszystkich można było od razu polubić. Moje serce
podbili Aleksander i Sophie. On był pozytywnie zakręconym, nieco zbuntowanym
nastolatkiem, ona uroczo kaleczyła język polski i była przesympatyczna. Chętnie
umówiłabym się z nią na kawę. Zdziwiło mnie to, że w sumie w powieści niewiele
było, przynajmniej moim zdaniem, Elizy, kobiety, która była prowodyrką całej
tej akcji.
Podobnie, jak w przypadku Znów nadejdzie świt, bardziej interesowało mnie to, co działo się w
przeszłości. Teraźniejszość nie była tak pasjonująca. Tu wszystko było jasne i
przewidywalne. Nie mówię, że to jakiś minus w powieści, nie zrozumcie mnie w
ten sposób. Po prostu historia przodków Ewy i Elizy były ciekawsze. Mam nieco
mieszane uczucia jeśli chodzi o zakończenie. W pewnym momencie zaczęłam
podejrzewać, jak będzie ono wyglądało. Moje podejrzenia się sprawdziły. To
troszeczkę mnie rozczarowało. Liczyłam na to, że autorka mnie zaskoczy.
Odnośnie treści książki nie mam już więcej zastrzeżeń.
Ta książka to idealna propozycja na ostatnie dni wakacji.
Teraz nie jest zbyt bezpiecznie we Francji, a dzięki Annie J. Szepielak macie
okazję, by się tam przenieść. Oczarowały mnie rejony, w których znalazłam się
wraz z Ewą i Elizą. Sama chętnie bym się tam na parę dni wyrwała, żeby
odpocząć. Kto wie, może kiedyś mi się to uda. Będę tylko musiała zabrać ze sobą
męża. Ja niestety nie znam francuskiego, a obawiam się, że raczej nie spotkam
we Francji tylu Polaków co Ewa. Znając moje szczęście, wylądowałabym w miejscu,
w którym nikt nie zna francuskiego.
Anna J. Szepielak po raz kolejny pokazała, że ma lekkie
pióro. Stworzyła niezwykłą, magiczną miejscami powieść. Bardzo chętnie kiedyś
do niej wrócę. Może w przyszłe wakacje. Latem idealnie czyta się tę historię.
Komu mogę polecić Francuskie zlecenie?
Wszystkim kobietom, które chcą przeczytać książkę z historią w tle. Nie bójcie
się jednak tego, że zostaniecie zasypani datami czy nazwiskami ludzi, których
znamy z podręczników szkolnych. Nic z tych rzeczy. Panom raczej radzę trzymać
się od powieści z daleka. Nie sądzę, żeby znaleźli tutaj coś dla siebie,
zwłaszcza że mężczyźni są tutaj traktowani nieco po macoszemu.
Anna J. Szepielak
Francuskie zlecenie
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2016
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Portalowi Sztukater
oraz Wydawnictwu Nasza Księgarnia.
Wydaje się nawet interesująca. :)
OdpowiedzUsuńKto wie, może kiedyś dam jej szansę. ;)
Takie pozycje rzeczywiście zdają się być idealne na okres wakacyjny. W tym roku nie zdążę się załapać na "sezon", ale w przyszłym bardzo chętnie poznam lekkie pióro autorki. Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuń